Chyba najbardziej problematyczną kwestią jest wyselekcjonowanie zagadnień, które będą stanowić złoty środek pomiędzy ludzką psychologią a zoologią.
Pytanie tylko czego nam, zoopsychologom trzeba?
Na początku chciałabym postawić ważne pytanie: do czego powinien wprowadzić nas ten przedmiot i czego nas nauczyć? – W obrębie których dziedzin powinniśmy się poruszać, a które powinniśmy omijać? Czym dotychczas zajmowali się zoopsycholodzy albo jaki był udział zwierząt w badaniach nad ludzką psychiką? A może jak powinny wyglądać badania dotyczące psychiki?
Muszę na wstępie zaznaczyć, że osobiście bardzo lubię psychologię, więc dla mnie nauka tego przedmiotu była (prawie) przyjemnością. Nawet kiedy coś wydawało mi się z zawodowego punktu widzenia niepotrzebne, traktowałam to jako ciekawostkę – dzięki temu łatwiej było mi przymykać oko na pewne sprawy.
By zachować przejrzystość, postanowiłam zebrać garść najważniejszych dla mnie zalet i wad tego przedmiotu, czyli:
Co najbardziej wartościowego wyniosłam z tych zajęć?
- Przede wszystkim etykę zawodu psychologa. Czyli to, w jaki sposób powinnam traktować klienta, jak podchodzić do jego problemów, a także jakie powinno być moje podejście do życia zawodowego i w jaki sposób powinnam dzielić się wiedzą uznając się za specjalistę
- Zrozumienie, że kategoryzacja i stereotypizacja to w pewnym sensie nasza biologiczna norma, a także świadomość, że można z nią pracować. Dlatego warto się czasem zatrzymać i mimo impulsu spróbować zrozumieć, dlaczego dana osoba zareagowała tak czy inaczej, zamiast z góry wydawać osąd i wrzucać ją do worka ze wszystkimi najgorszymi przypadkami na świecie.
- Demaskowanie błędów poznawczych. Niezależnie od tego czy miałyby dotyczyć pracy z psami, klientami czy życia prywatnego – błędy poznawcze czają się na każdym kroku, a dzięki poruszeniu tego zagadnienia jestem ich świadoma i łatwiej mi nad nimi zapanować 😉
- Sceptycyzm i kolejny dowód na to, że odnoszenie się do autorytetu nie jest wystarczającym powodem, by uznać daną opinię za rzetelną. Tym bardziej czuję się zachęcona do weryfikacji informacji, które budzą moje wątpliwości.
- Zrozumienie jak szkodliwe potrafi być działanie grupowe (mam na myśli takie problemy jak Syndrom Myślenia Grupowego czy skrajny kolektywizm), a jak korzystne potrafi być stawianie siebie i swoich potrzeb na piedestale, nie tylko dla jednostki, ale w ogóle dla grupy!
A co najbardziej mi się nie podobało?
- Zimbardo. No niestety, ale mnie wzdryga, gdy o nim myślę i czuję jakieś wewnętrzne oburzenie, że tyle jego badań omawialiśmy.
- Cała masa zbędnych anegdot na wykładach, które bywały nienaukowe…
- Przestarzała wiedza. Ok, rozumiem – to było wprowadzenie do psychologii, ale w miejsce fiksacji Freuda można było wcisnąć coś naprawdę bardziej wartościowego.
- Zmarnowanie potencjału tego przedmiotu i pominięcie kluczowych kwestii na poczet spraw odnoszących się tylko do człowieka. Miałam wrażenie, że ten przedmiot w żadnym stopniu nie był dostosowany do naszego kierunku, tylko na zasadzie “kopiuj – wklej” z Psychologii.
Na koniec chciałabym przyznać, że do tej pory ciężko mi odpowiedzieć na pytanie po co był ten przedmiot. Miał nam przybliżyć historię psychologii? Wprowadzić podstawowe zagadnienia, jakie interesują psychologów? A co z psychologią zwierząt? W końcu nie bez powodu kierunek nazywa się Stosowana Psychologia Zwierząt (człowiek też zwierzę, ale wszyscy wiemy o co chodzi 😉 ). Odnoszę wrażanie, że na żadne z zadanych przeze mnie na początku pytań ten przedmiot nawet nie starał się odpowiedzieć.
Osobiście czuję się zawiedziona.
