Nadszedł wreszcie czas na pierwszy, prawdziwy psi post 😀
O wielkiej akcji w Radysach pewnie wszyscy już słyszeli, a jeśli nie to zapraszam do wujka Google – bardzo głośna sprawa, trąbiły o tym gazety, telewizja, radio, masa fundacji prozwierzęcych, a nawet sąsiedzi z klatki obok.
Podsumowując – po wielu latach walki z wiatrakami, nastąpił oficjalny koniec piekła dla bezdomnych psów w Radysach.
Jako, że psiaków było bardzo dużo (ok. 1300), a do Radys weszło sporo różnych schronisk i fundacji, to bliska mojemu sercu Fundacja dla szczeniąt Judyta również była zaangażowana w walkę z tym potwornym miejscem. Judytowo zresztą już wcześniej wielokrotnie organizowało akcje “przejęcia” psiaków, które miały trafić do Radys. Ponadto byli pierwszą fundacją, która wzięła tak dużo psów z interwencji w Radysach pod swoje skrzydła. Zarówno tych chorych, niewidzialnych, bardzo zalęknionych, jak i nieźle zsocjalizowanych, naprawdę atrakcyjnych psiaków.
Kilka tygodni temu zaczęli ogłaszać pierwsze radysiaki do adopcji oraz do domów tymczasowych. W walkę z Radysami byłam do tamtego momentu zaangażowana tylko poprzez wspieranie zbiórek, podpisywanie petycji i udostępnianie psiaków, aż tu nagle zyskałam poczucie realnej sprawczości, więc uznałam, że muszę wziąć w tym udział i pomóc właśnie jako DT.
Zakochałam się w jednej psinie, wykonałam telefon do Pani Kasi z Judytowa, przeszłam dwie rozmowy i niedługo potem pojechałam po odbiór psa.
Ankieta wcale nie była straszna, dostałam pytanie o to gdzie mieszkam, z kim, czy mam dzieci w domu albo inne zwierzęta, zostałam poinformowana o tym jak wygląda bycie domem tymczasowym, na koniec musiałam jeszcze podesłać zdjęcie szczepień mojego psa. Cała filozofia. Na miejscu z Panią Sylwią wypełniłyśmy ankietę, dostałam psiaka wraz z szelkami, obrożą i smyczą, karmą i umową. Jako DT możecie partycypować w kosztach utrzymania, ale nie musicie. Jeśli chodzi o dojazd do Fundacji, to od Warszawy jest kawałek (ok. 70 km), ale bardzo dużo osób proponuje dojazd, więc myślę, że jest to do załatwienia.
I teraz bardzo ważna kwestia, dotycząca psa z Radys
Pies z Radys to pies wyciągnięty z piekła.
Może być różny i nie ma się co dziwić. Mógł przejść tam tak naprawdę wszystko. Suczka, którą wzięliśmy prawdopodobnie przerobiła w Radysach ciążę (jesteśmy w trakcie ustalania tego z lekarzami weterynarii). Taki pies między innymi mógł być szczuty przez inne psy, mieszkające z nim w boksie albo notorycznie chodzić głodny.
Trzeba założyć, że wszystkie potrzeby tego psa albo nie były zaspokajane albo były, ale w nędzny sposób.
Sunia, którą wzięliśmy pod swój dach jest kochanym, proludzkim aniołkiem. Praktycznie bezproblemowa. Jest młoda, więc ma dużo energii, beztroska i mało ostrożna, ale naprawdę kochana.
Przez to, że pierwsze dni zachowywała się jakby spędziła tam może tydzień, to zaczęliśmy bagatelizować fakt skąd pochodzi. Uznaliśmy, że jest z nią całkiem nieźle. I to był błąd.
Nie chodzi o to, żeby nad psem się użalać i wiecznie do niego ojojać, ale nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko jest super, to trzeba takiemu psu dać czas. To jest ogromna zmiana dla takiego psa, a różne rzeczy wychodzą w praniu. Na początku pies jest w szoku. O tyle dobrze, że Chmurka przerobiła Judytowo, gdzie na pewno była otoczona wspaniałą opieką.
Należy jednak pamiętać, że taki pies był w nie wiadomo jak długiej deprywacji (pokarmowej, socjalnej, eksploracyjnej, motorycznej). Potrzeby takiego psa muszą zostać zaspokojone, ale na spokojnie. W końcu nie możemy popadać ze skrajności w skrajność.
I chociaż chciałoby się takiemu zwierzakowi uchylić nieba, to na początku dużo lepiej mu zrobi cisza, spokój, zdrowa rutyna, zaspokojenie wszystkich jego potrzeb, wyrozumiałość i bliskość (jeśli tylko jej szuka, nic na siłę).
Poza regularnym dostępem do pożywienia i stałej miski ze świeżą wodą, trzeba zadbać o sen, ponieważ pies powinien spać 16 godzin w ciągu doby. Czyli średnio 2 razy tyle co człowiek. Dobry sen jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. Pies, który się wysypia dużo lepiej poradzi sobie ze stresorami płynącymi z nowego środowiska. Tak więc zapewniamy psu wygodne miejsce, z dala od ruchu i hałasów. W ciągu dnia można mu zasłonić okna, żeby nie było za jasno i dać mu pospać tyle, ile tylko będzie potrzebował. Jeszcze przyjdzie czas na wspólne zabawy, długie spacery i mizianie 😉
Czasami może się zdarzyć tak, że sytuacja nas przerośnie. Wtedy warto udać się do specjalisty. Można zapytać w schronisku/fundacji czy mają dostęp do behawiorysty od psów schroniskowych i jak wygląda to od strony formalnej, bo nie zawsze wystarczy jedna rozmowa przez telefon – czasami trzeba spotkać się na żywo z behawiorystą, żeby mógł naocznie ocenić stan psa i jego problemy. Widziałam, że dla DT dla psów z Radys została stworzona baza behawiorystów skłonnych udzielić darmowej pomocy przy pracy z psem.
Kto powinien zostać DT?
Osoba, która ma: czas, cierpliwość, determinację, jest wyrozumiała, gotowa do współpracy z fundacją, wrażliwa na potrzeby psa, psychicznie przygotowana na różne problemy, jakie mogą się pojawić wraz z nadejściem psa zabranego podczas interwencji.
Bycie DT to nie jest zabawa, to aktywna praca z psem. Często polegająca na uczeniu go podstawowych umiejętności, takich jak: zachowywanie czystości w domu, chodzenie na smyczy, to również praca nad lękami czy częste wizyty u weterynarza. Trzeba liczyć się z potencjalnymi zniszczeniami, z pozoru syzyfową pracą i stresem – dla nas w końcu to też jest nowa, trudna sytuacja. Nie wiemy, co tak naprawdę siedzi w głowie takiemu psu, gdzie są jego granice, czy bywa agresywny. Musimy cały czas być czujni i dostosowywać tempo pracy do możliwości i potrzeb psa. Nie ma tutaj miejsca na pośpiech, oczekiwania i wyobrażenia (to się tyczy wszystkich psów).
A jakie problemy wystąpiły u nas?
Zacznę od tego, że zanim trafiła do nas Chmurka, musieliśmy doszczepić Pepe przeciwko chorobom zakaźnym. Według zaleceń weterynarza, musiał odbyć tygodniową kwarantannę u mojej siostry, a w tym czasie razem z Adamem ugościliśmy Chmurkę w naszym mieszkaniu. Przez ten czas zaburzył się Chmurce obraz do kogo należy dom, przez co, kiedy wprowadziliśmy po paru spacerach Pepe, zaczęła go traktować jak intruza.
Poza tym, Chmurka jest psem reaktywnym emocjonalnie, strasznie szybko się pobudza wchodząc na bardzo wysokie emocje – musimy więc dużo pracować nad jej wyciszeniem.
Obrała strategię radzenia sobie z psami i ludźmi przez wchodzenie w rolę niewinnego, głupiutkiego szczeniaczka i tak próbuje sobie radzić z każdą trudną sytuacją.
Prawdopodobnie nie zna miasta, więc bardzo małymi krokami musimy oswajać ją z tak dużą ilością nowych bodźców.
Wystąpiło też ciągnięcie na smyczy, zapieranie się, szukanie kontaktu z każdym psem i człowiekiem napotkanym na swojej drodze.
Dlatego stwierdziłam, że nie będę się bawiła w specjalistę – zdecydowałam się pójść po pomoc do behawiorysty.
I uważam, że to była bardzo dobra decyzja. Mam plan działania, wiem czego nie robić, co robić, na co być przygotowana. Jestem świadoma, że potrzebujemy sporo czasu i wytrwałości, ale z Adamem jesteśmy zdeterminowani. Podchodzimy do tego z pokorą, bo między Chmurką a Pepe może być różnie, ale postaramy się zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby koniec końców i psom było dobrze i nam.
A wy co o tym wszystkim sądzicie? Myśleliście nad zostaniem DT, a może kiedyś już byliście?
