SPZ w czasach pandemii

Cześć!

Długo myślałam nad tym czy powinnam o tym pisać czy nie, ale zbyt dużo dostaję od was pytań o to, czy polecam wam te studia, żebym miała przemilczeć ten temat. Na początku napisałam, że nie chcę tutaj poruszać kwestii organizacyjnych, bo nie takie jest założenie bloga, jednak skoro i tak często pytacie – trochę je poruszę. 

Chciałabym tylko podkreślić, żebyście pamiętali, że to co przeczytacie, to moje odczucia i nie wszyscy muszą je podzielać.  

Dlaczego tak długo nic nie pisałam?

Powodów było tak naprawdę kilka, ale najistotniejszym był fakt, że po prostu straciłam motywację do nauki i nie miałam ochoty pisać byle czego, byle tylko pojawiały się posty. Jednocześnie miałam blokadę przed podzieleniem się tym, o czym zaraz napiszę, bo myślałam, że nie powinnam. Tylko w zasadzie czemu nie powinnam?

W jednym z ostatnich wpisów pamiętam, jak napisałam, że nie mogę się doczekać drugiego roku, bo czeka nas tyle świetnych przedmiotów. Niestety trochę się zawiodłam, bo pandemia pokrzyżowała plany i ostudziła mój entuzjazm…

Jak wygląda SPZ podczas zajęć zdalnych? 

Niestety według mnie bywało i bywa z tym bardzo różnie. 

Coś, co najbardziej odczułam to bardzo olewczy stosunek niektórych prowadzących. Jakby nagle pandemia stała się pretekstem do odpuszczenia sobie obowiązków względem studentów i jakby nie patrzeć – samej uczelni. Być może niektórym studentom takie podejście jest na rękę, mi natomiast bardzo utrudniło naukę i ostudziło moje zaangażowanie. Oczywiście to nie dotyczy wszystkich prowadzących. Nie chcę się rozwodzić nad wszystkim, co było albo jest nie tak, bo myślę, że na każdym kierunku zdarzają się fuckupy, niezależnie od uczelni, a także niezależnie od tego, czy zajęcia są prowadzone zdalnie czy nie.

Jednak to, co mnie najbardziej denerwowało, co w ogóle według mnie nigdy nie powinno mieć miejsca, to między innymi brak kontaktu z kilkoma prowadzącymi. W momencie, kiedy zadane były duże projekty semestralne, a żadnymi kanałami nie dało się dobić do wykładowcy, było to po prostu słabe. Tak samo spóźnianie się na zajęcia z rozmaitych powodów osobistych i brak kontaktu – nie wiadomo co się dzieje, czy wykładowca się pojawi czy nie, czekać czy nie czekać. Wysyłanie szczątkowych materiałów do nauki w postaci hasłowych prezentacji bez prowadzenia wykładów, po czym na egzaminie pytania otwarte, w których trzeba się rozpisać. Chaos związany z tym, czy dane zajęcia się odbędą, a jak tak, to gdzie i kiedy. Już nie wspominając o dopraszaniu się o zaległe materiały.

Dla jasności, od razu napiszę, że to nie jest tak, że teraz każdemu odradzam ten kierunek. Absolutnie. Chcę podkreślić, że nie wszyscy prowadzący się w ten sposób zachowywali. Mieliśmy i mamy zajęcia z osobami, które są tylko żywymi dowodami na to, że pandemia nie jest żadną przeszkodą do prowadzenia zajęć w sposób pełnowartościowy. Sama zawartość większości przedmiotów jest naprawdę cenna i dzięki studiom bardzo dużo się nauczyłam i nie zamierzam z nich rezygnować. 

Natomiast przez same obostrzenia związane z pandemią też coś straciliśmy. Między innymi możliwość wykonania niektórych zadań w pierwotnie założonej formie, które mocno kładły nacisk na praktykę. Przykładowo, na przedmiocie z Zachowania psów jednym z zadań miało być grupowe wzięcie udziału w psiej wystawie/zawodach sportowych i zaobserwowanie sygnałów stresu u psów, patrząc na cały kontekst sytuacyjny – otoczenie, podejście właściciela i inne, a następnie zaproponować potencjalne rozwiązania z myślą o dobrostanie psów. Pomysł prowadzącej był super, ale akurat trafiliśmy na okres, w którym weszły nowe obostrzenia i zarówno wystawy, jak i zawody nie mogły się odbyć. Alternatywą było znalezienie nagrania z takiego wydarzenia i na jego podstawie dokonanie obserwacji i wykonanie dalszej części zadania.

Podobnie na Podstawach szkolenia zwierząt padła propozycja wzięcia kilku psów na zajęcia, żebyśmy mogli popracować z żywym materiałem. Krótko po tym, zajęcia hybrydowe zmieniły się na całkowicie zdalne.

To, co faktycznie jest fajne, to możliwość wzięcia udziału w wykładach online. W końcu przecież prowadzący mówiliby dokładnie to samo tylko z tą różnicą, że na auli. Osobiście preferuję taką formę ze względu na możliwość robienia notatek na komputerze, a nie w pośpiechu na papierze. Nie muszę też marnować czasu na dojazdy na kampus. 

Poza tym, coś co się wcale nie zmieniło, to fakt, że studia (jak pisałam w jednym z poprzednich postów) to między innymi zbieranie cennego doświadczenia w wyrabianiu własnych opinii, porównywaniu informacji, to także uczenie się zasad metod naukowych i poznawanie wartościowej literatury.

Czy drugi raz poszłabym na SPZ? 

Bez wahania mogę napisać, że tak.

Ale gdybym wiedziała, że to będzie tak wyglądać – pewnie poważnie rozważałabym wstrzymanie się z podjęciem studiów do końca pandemii, bo nigdy nie spodziewałam się, że stracę chęć i motywację do nauki będąc na kierunku, na którym poczułam, że naprawdę jestem we właściwym miejscu, i że serio dalej chcę w to iść. Teraz jedyne co mogę zrobić, to postarać się zmienić podejście i skoncentrować na samej nauce. 

Wiem, że ten post ma dosyć negatywny wydźwięk, ale jest mi po prostu przykro, jak to wszystko się potoczyło. Chcę, żebyście pamiętali, że to są moje opinie i odczucia. Każdy ma inne potrzeby i oczekiwania względem studiów oraz prowadzących, a także inny styl nauki. 

Mam nadzieję, że odpowiedziałam na wasze pytania. W razie czego jak zwykle zapraszam do komentarzy lub do wiadomości prywatnych na mailu albo na instagramie. 🙂 

Dodaj komentarz