Pierwszy semestr na Stosowanej Psychologii Zwierząt

W związku z tym, że pierwszy semestr na dobre dobiegł końca, a ja mam wreszcie czas, żeby zebrać myśli w jedno miejsce, nadchodzę z dość sporą dawką przemyśleń. 

Długo zastanawiałam się, jaka forma będzie lepsza – jeden długi post o wszystkim po trochu czy kilka krótszych, ale dotyczących konkretnych zagadnień. Chyba mam za dużo do powiedzenia, więc lepiej będzie rozłożyć to na kilka krótszych postów.

Dzisiaj opowiem o moich odczuciach związanych z samym kierunkiem i minionym semestrem, a w następnych postach spróbuję opowiedzieć trochę o przerobionych przeze mnie przedmiotach. 

Dodam jeszcze tylko, że póki co nie przewiduję postów dotyczących samej administracyjnej organizacji studiów, jeśli będzie coś bardzo ważnego, to o tym napiszę, ale nie wydaje mi się, żeby pisanie o wadach i zaletach takich spraw miało tutaj znaczenie. 

Stosowana Psychologia Zwierząt – Oczekiwania a rzeczywistość

Prawdę mówiąc sama nie wiem, jak powinny wyglądać takie studia. Każdy student może mieć inne oczekiwania, plany na przyszłość, czy doświadczenia zawodowe. Podobnie każdy prowadzący może mieć własną wizję dotyczącą tego, co może być przydatne dla studentów, a co nie. Nie wspominając już o osobach, które osobiście stworzyły lub chciałyby stworzyć taki czy podobny kierunek. 

O swoich odczuciach mogę powiedzieć, że…

Cały czas mam mieszane uczucia, jak według mnie powinno to wyglądać, czyli w zasadzie – jakie są moje oczekiwania względem tego kierunku i przygotowania mnie do przyszłej pracy psycholożki zwierzęcej. 

Już teraz widzę, że program pierwszego roku zgrabnie wpisuje się w klimat pracy badawczej, choć trochę nie rozumiem tego przeskoku, bo już na drugim roku będziemy wybierać moduł specjalizacyjny, dotyczący tylko psów i koni, ale w trzech wariantach, nastawionych całkowicie na pracę z klientem. – I tu też mam mieszane uczucia, bo z jednej strony cieszę się, że tak szybko zajmiemy się tematami, które są bliższe moim potrzebom, a z drugiej strony czuję niedosyt, bo tak naprawdę to takiej suchej Stosowanej Psychologii Zwierząt powinno wystarczyć na co najmniej cały licencjat, a dopiero specjalizacje na magisterium powinny być tymi “modułami” z licencjatu.

Rozumiem, że to jest eksperyment – w końcu to pierwszy taki kierunek w Polsce. Trzeba zobaczyć czy w ogóle ma sens, ilu będzie chętnych, i tak dalej. 

Po prostu wydaje mi się, że tak byłoby lepiej, gdyby ktoś chciał celować w pracę badawczą, a niekoniecznie zostać dogoterapeutą czy trenerem koni (co w gruncie rzeczy trafnie pasowałoby do nazwy kierunku). Niestety nie sądzę, aby osoby po samym licencjacie ze Stosowanej Psychologii Zwierząt odnalazły się na naukowej ścieżce kariery, nie mając dodatkowo skończonej psychologii, biologii czy weterynarii. Być może się mylę, ale nawet jeśli, to myślę, że trzeba byłoby mieć ogromne zaparcie do “walczenia” na własną rękę. 

A jak wpłynął na mnie ten semestr? 

Po pomyślnym zaliczeniu wszystkich egzaminów w pierwszych terminach, mogę śmiało powiedzieć, że czuję się zachęcona i jestem gotowa na więcej.

Kiedy skończyła się bardzo intensywna dla mnie sesja, trochę nie wiedziałam co ze sobą zrobić i przyznam szczerze, że bywały dni kiedy nawet trochę tęskniłam za uczelnią. 

Na koniec tylko dodam, że początek drugiego semestru tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że im dalej w las, tym ciekawiej 😉

2 uwagi do wpisu “Pierwszy semestr na Stosowanej Psychologii Zwierząt

  1. E.Konopka's awatar E.Konopka

    Super. Bardzo się cieszę i życzę wielu sukcesów i pomyslności w zdobywaniu tej ciekawej wiedzy. Mam nadzieję dla Ciebie, że praca ze zwierzętami da Ci wiele satysfakcji i przyjemności. Powodzenia 😉 ❤

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do hautolive Anuluj pisanie odpowiedzi