Cześć,
Długo czekałam na przygotowanie tego wpisu. Nie chciałam się spieszyć, by na podstawie własnych doświadczeń móc zweryfikować pomysły, z którymi dotychczas się spotkałam i które same przyszły mi do głowy.
Jeśli jesteś rodzicem malucha, który właśnie stał się mobilny (pełza, czworakuje, chodzi) i masz w domu psa, to ten wpis jest dla Ciebie! Jako mama 10-miesięcznego, bardzo mobilnego bobasa przygotowałam porady, jak przetrwać ten szalony czas. Doskonale wiem, co to znaczy, kiedy maluch pragnie dotknąć futrzastego stwora za wszelką cenę, a Ty po raz 1729 próbujesz temu zaradzić. Jeśli chcesz oszczędzić sobie choć trochę nerwów, zapraszam do czytania 😉
Przydasie
Czyli wszystko co ułatwi wam życie.
Nie będę oryginalna, to naprawdę jest cudowny wynalazek:
Klatka kennelowa
Nie chodzi o to, żeby upchnąć w niej psa, zamknąć drzwiczki i tyle. Bobas może szaleć, wszyscy są bezpieczni, czas na kawę.
Klatka dla psa powinna być synonimem azylu, bezpiecznego miejsca, schronu przeciw wszelkiemu złu. Jednak żeby rzeczywiście tak było, należy nauczyć psa, że klatka to pozytywne miejsce, że to w niej panuje spokój, jest czas na odpoczynek i wyciszające przyjemności.
Jeśli rozważasz wprowadzenie klatki, ale nie bardzo wiesz jak się za to zabrać lub w przeszłości spaliliście klatkę i teraz pies się jej boi – warto skorzystać z konsultacji behawioralnej.
Pomijając aspekt bezpieczeństwa psa, klatka (podobnie jak inne kojce, transportery, zamykane namioty) daje jeszcze jedną przewagę nad dzieckiem. Można w niej schować wszystkie psie akcesoria, które leżą wszędzie tam, gdzie maluch ma dostęp. Zabawki, kongi, gryzaki i tak dalej. Jeśli obawiasz się, że dziecko może chcieć się czymś poczęstować, wystarczy to wrzucić do klatki. I voila, po problemie. Minusem klatki wolnostojącej jest to, że idealnie nadaje się do nauki wstawania… Dlatego pamiętaj, aby klatka stała w odpowiednim miejscu. Nie w przejściu i blisko miejsca zabaw malucha.
Dobra, ale co z psami z czynną obroną zasobów?
W idealnym świecie najlepiej byłoby przepracować problem podczas terapii, ale nie żyjemy w idealnym świecie. Pojawienie się dziecka to wywrócenie świata do góry nogami, a to oznacza, że nawet jeśli dany problem był już wcześniej przepracowany, pod wpływem stresu (jakim jest pojawienie się dziecka) może powrócić. Wspieraj psa jak tylko możesz, jeżeli masz do tego zasoby – polecam udać się na konsultacje, ale doskonale rozumiem, że potrzebne są rozwiązania na już. Dlatego w takiej sytuacji najlepiej będzie wybrać coś, co po prostu odizoluje psie królestwo od ciekawskiego człowieka. Dziecko będzie bezpieczne, a pies spokojny. Win-win.
Bramka
Wybór będzie zależeć przede wszystkim od tego, jak wygląda Twój dom. Czy masz pokój, który może stać się azylem dla psa i ile przestrzeni w danym pokoju jesteś w stanie przeznaczyć dla psa. Bramki są powszechnie używane przy dzieciach. Mają swoje minusy. Dziecko, które uczy się chodzić, staje przy bramce. Przekłada ręce przez szczebelki (zwłaszcza, jeśli pies jest blisko). Potem wyrzuca przez nią zabawki i inne przedmioty. Ale moim zdaniem to najlepsza bariera. Wszyscy mogą obserwować co się dzieje. Pies ma poczucie kontroli, a Ty możesz być spokojniejsza. Jeśli obawiasz się, że Twój pies mógłby ugryźć dziecko, możesz zlecić wykonanie bramki na zamówienie (np. u stolarza). Dzięki temu będziesz mieć kontrolę nad wysokością bramki i rozstawem szczebelków.
Kojec
Nie polecam materiałowych kojców, takich jak dla szczeniaków. W ogóle zrobiłabym porządny research, bo taki kojec musi być na tyle stabilny, żeby nie przewalił go ani podekscytowany pies, ani uczące się chodzić dziecko. Rozważyłabym drewniany albo metalowy, ewentualnie plastikowy, jeżeli jest gruby i odpowiednio wspierany na łączeniach. Na pewno odpuściłabym sobie zagródki, które ustawia się jak parawan.
Warto szukać wśród kojców dla niemowląt i psów.
Dziecko i pies w jednym pokoju
Mam kilka bardzo ważnych zasad bezpieczeństwa, oto najważniejsze:
- Nie zostawiam dziecka i psa bez nadzoru.
- Nie daję psu jedzenia, gryzaków, ani konga przy dziecku, jeśli nie jestem w stanie kontrolować sytuacji.
- Nie pozwalam na interakcje dziecka z psem bez mojego udziału.
- Zawsze, gdy widzę choć najmniejsze oznaki dyskomfortu u psa, zabieram dziecko i zwiększam dystans między nimi.
- Nie wykonuję zabiegów medycznych i pielęgnacyjnych, które są niekomfortowe dla psa (czesanie, obcnianie pazurów, zaglądanie do uszu) w obecności dziecka.
- Nie robię przy dziecku rzeczy, których nie chciałabym, aby ono robiło (np. wyjmowanie zabawek z klatki).
- Nie nakręcam psa na dziką zabawę przy dziecku.
- Pies zawsze ma możliwość odejść, schować się, nie brać udziału w interakcji z dzieckiem.
Dlaczego?
Bo dbam o bezpieczeństwo wszystkich członków mojej rodziny i szanuję granice mojego psa. Dziecko uczy się przez naśladowanie. Nie ma znaczenia, że jest jeszcze bardzo małe. Wolę zadbać o dobre nawyki teraz. Oczywiście, że zdarzyło mi się zrobić coś nie tak jak planowałam. Na przykład musiałam wyczesać Lunę przy Tobim, bo nie mogłam go zostawić samego, a drzemki w ciągu dnia miał tylko przy mnie. Innego razu musiałam wyjąć jej śmieci z klatki, bo ukradła papierek po mega ostrym jedzeniu i nie miałam czasu, ani przestrzeni na myślenie. Ważne, żeby się pilnować i następnym razem starać się trzymać planu.
Pozytywne skojarzenia
Izolując psa i dziecko oraz tworząc masę zasad może i zadbamy o bezpieczeństwo wszystkich wokół. Jednak nie zadbamy o to, aby dziecko i pies w przyszłości miało szansę nawiązać fajną relację. Nie zrobimy tego, jeśli dziecko i pies nie będą miały żadnych wspólnych doświadczeń.
Nie jest tajemnicą, że lubimy tych, przy których czujemy się bezpiecznie i fajnie spędzamy z nimi czas. Jak w takim razie zadbać o to w relacji dziecko-pies?
Oto kilka sprawdzonych przeze mnie pomysłów:
- Wspólne spacery z wózkiem. Długie, najlepiej ze swobodnym poruszaniem się psa, tak aby mógł węszyć i poznawać środowisko. Oddalać się i przychodzić.
- Bliskość i drobne przyjemności w pobliżu dziecka. Spokojne głaskanie, masaże, gdy dziecko znajduje się niedaleko, ale jest spokojne (np. śpi, zajmuje się czymś samo).
- Protip od mojego syna (nie do końca jestem za takimi metodami, ale działa jak złoto). Dokarmianie psa podczas jedzenia w krzesełku… (Na marginesie, dla czystego sumienia polecam wpleść w to mini trening samokontroli/rezygnacji)
- Danie psu możliwości obserwowania i obwąchania dziecka z bezpiecznej dla niego odległości. Bez nalegania, aby podchodził bliżej i bez namawiania do tego dziecka.
- Reagowanie, gdy dziecko przekracza granice psa. Wystarczy zabrać dziecko na ręce albo podać mu coś interesującego w zamian. Z niemowlakiem trudno dyskutować, dlatego lepiej po prostu działać. Im wyraźniejsza będzie reakcja rodzica tym większa motywacja do dalszego podejmowania prób (np. wejścia do posłania, dotknięcie psa albo topienia zabawek w psiej misce).
- Pies zawsze ma możliwość odejść, przesunąć się, zrezygnować z jakiejkolwiek wspólnej interakcji. Bezwzględnie.
- Osobiście lubiłam też trenować z psami, gdy Tobi jeszcze chciał siedzieć w leżaczku. Mały miał ubaw, a pieski dodatkowe rozproszenie.
Cierpliwość, spokój i nienapieranie. Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Jeśli oboje będą czuli się bezpiecznie, nadejdzie to szybciej niż myślisz. Kilka tygodni temu Tobi pierwszy raz rzucał Lunie swoją piłkę. Miał z 9,5 miesiąca i chyba nigdy wcześniej nie widziałam, żeby był tak rozbawiony, a Luna niezwykle delikatna (i pomyśleć, że kiedyś nazywałam ją dinozaurem). Coś pięknego.
Emocje i nastawienie rodzica
Kolejna ważna rzecz. Ja wiem, że to jest trudne i męczące. Wymaga dużo cierpliwości i czasami ma się dość. Rozumiem to. Ale ani unoszenie się na psa, ani na dziecko nic nie dadzą poza tym, że będziemy się nakręcać we frustracji i złości. Bo kolejny raz muszę zabrać dziecko od psa, bo pies „nie może być normalny” i współpracować, bo nie mam już siły i ochoty na wrzaski, że znowu nie pozwoliłam na (wstaw dowolne).
To minie. Pamiętaj o tym. A Twoje sumiennie wypracowane dobre nawyki zaprocentują w przyszłości.
Prawdopodobnie wszyscy jesteście pierwszy raz w takiej sytuacji. Musisz więc wyczuć co jest najlepsze dla Twojej rodziny. I pamiętaj, że jeszcze przyjdzie czas na super interakcje. Teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo i spokój (dobra, nie oszukujmy się – choć odrobina spokoju).
Jesteś mamą i opiekunką psa? Z pewnością masz swoje własne strategie i doświadczenia dotyczące życia z dzieckiem i czworonogiem. Każda rodzina jest inna, a to, co działa w jednym domu, może niekoniecznie sprawdzić się w innym. Dlatego zachęcam Cię do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami.
Jakie wyzwania napotkałaś, a jakie metody okazały się skuteczne? Czy masz sprawdzone triki, które pomogły Ci w harmonijnym połączeniu życia z dzieckiem i psem? Twoje doświadczenia mogą być cenną inspiracją dla innych rodziców i opiekunów czworonogów.
Czekam z niecierpliwością na Twoje komentarze i sugestie. ✨
